
Gdzieniegdzie znaleźć można jeszcze ostatnie księgarnie. Takie prawdziwe, z książkami jako głównym towarem. Aż dziw bierze, bo sam nie kupiłem żadnego woluminu w stacjonarnym sklepie już pewnie z 10 lat. A wcześniej… Kto pamięta jeszcze Dom Książki na Ostrowieckiej. Co tam dzisiaj jest? Jakieś ciuchy? Beata podpowiada, że kwiaciarnia…
Ależ to było przeżycie buszować po półkach wyszukując nowości! Kiedyś człowiek przecież nie wiedział co się ukazuje, co wychodzi, co znajdzie. Nakłady wielotysięczne, a rozchodziły się jak świeże bułeczki. Trzeba było zdążyć przed innymi. Podaż nie nadążała za popytem. Jak to w socjalizmie. Bo homosovieticus czytał. Jego potomek już nie czyta. Następstwa tego już zaczynają być widoczne, a to dopiero pierwszy akt dramatu.
Książki stawały się bohaterkami książek. I ich ekranizacji. Imię róży Eco, Cień wiatru Zafóna, 451° Fahrenheita Bradbur’ego czy Klub Dumas Péreza-Reverte spopularyzowany przez Romana Polańskiego filmem Dziewiąte wrota. Oczarowywały, poruszały, zmieniały świat, były bronią, trafiały na indeksy, do więzień, jak manuskrypt Aliny Fedorowicz „Marty” z AK-owskiego Oddziału Partyzanckiego „Zenona” , który odnalazłem w archiwum przejętym z lubelskiej Komendy Wojewódzkiej MO i wydałem wspólnie z Mariuszem Bechtą w 2014 roku. Milionom dzieci i dorosłych rekompensowały brak możliwości podróży i realnego przeżywania przygód.
News sprzed kilku dni o likwidacji MTV z końcem tego roku. Nie oglądałem od dekad, ale uczucie utraty zapiekło w okolicach serca. W najnowszym numerze „Nowej Fantastyki” znajduję opowiadanie Roberta Silverberga, które swoją premierę miało w 1982 roku w „Playboyu”. Takie to były czasy.
A co zamiast „booków”? Buka – taki potwór z Muminków, który – gdy się pojawi – przynosi chłód i zamraża ziemię. W miejscu, gdzie przebywa dłużej, nic już nie wyrośnie.
Na zdjęciu: Warszawa 1945 r. Znane ujęcie Karola Szczepańskiego prowizorycznej Księgarni Leona Idzikowskiego w ruinach przy ul. Kruczej 46.
